Ok, Ameryki tym postem nie odkryje. Większość go zna, ale ja muszę mieć czyste sumienie i po zdenkowaniu opakowania chcę Wam powiedzieć parę słów na temat sławnego już pudru z Biochemii Urody.
Po pierwsze: opakowanie. Puder przywędrował do mnie w plastikowym słoiczku. No co to ma być?! Nie byłam na to przygotowana, nie miałam też do czego przesypać pudru. A że jestem z natury leniwa przez cały okres użytkowania nie znalazłam zastępstwa dla słoiczka. No nic. W końcu to nie jest najważniejsze.
Po drugie: Boże zachciało mi się białego proszku. Równie dobrze mogłabym nałożyć mąkę ziemniaczaną na gębę. Jakby mi straszenia moim kolorem ściany na twarzy brakowało i chciałabym to podkręcić wyglądając jak narzeczona Frankensteina.
W każdym razie, przyszło co do czego i okazało się, że jedynie niepotrzebnie marudzę. Ok, opakowanie opakowaniem, ale działanie... To już inna bajka. Puder nie bieli, nie zapycha i jest moim KWC. W przeciwieństwie do innych pudrów, w tym przypadku wiem co nakładam na twarz i nie jest to połowa tablicy Mendelejewa. Do tego puder nie tworzy nam zupełnie płaskiego matu na twarzy. Buzia z nim wygląda po prostu świeżo i dobrze.
No ok, a jak z trwałością? Jako posiadaczka skóry suchej muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. Wiem wiem nie mam tyle problemu co posiadaczki skóry tłustej. Mimo to lubię wiedzieć, że nigdzie się nie świecę po paru godzinach. I tak właśnie jest z tym pudrem. Zabawa w pierwsze poprawki i pudrowanie noska jak stara pudernica zaczyna się dopiero po około 10 godzinach. I nie jest to tapetowanie i szpachlowanie, a jedynie drobne przypudrowanie lub ściągnięcie nadmiaru sebum na nosie i okolicach przy użyciu chusteczek matujących.
Przyznaję, że jestem zadowolona, nawet bardzo. Dlatego właśnie zdecydowałam się kolejne opakowanie. Na całe szczęście teraz puder przysyłają w normalnym opakowaniu :) Ok, nadal wygląda ono dość tandetnie i plastikowo, ale przecież i tak nie latam z tym pudrem po mieście.
Na koniec jeszcze słowo o wydajności. Puder starczył mi na 10 miesięcy. Być może starczyłby na dłużej, ale ja jako zdolne dziecię chyba z milion razy potrąciłam opakowanie i przynajmniej połowa pudru miała styczność z podłogą, a nie mogą twarzą. W przeciwieństwie do tego co robi z twarzą - puder podłogę bieli.
Oj kusisz kusisz Kobieto hehehe :) Mam w sumie zapas pudrow ktorym jestem dosc wierna...ale mysle ze maly skok w bok moze sie okaze lepszy hehe :D :) Kiedys jak bede miala okazje wyprobowac go to nie bede sie wahac i bede probowac :)
OdpowiedzUsuńmam ochotę go wypróbować, ale niedawno robiłam zamówienie z BU, więc póki co zostaje na liście rezerwowej;)
OdpowiedzUsuńmam na niego ochotę już od dawna !
OdpowiedzUsuńnapewno mam w planach go kupić ;)
OdpowiedzUsuńulala chętnie bym wypróbowała tego cudeńka!
OdpowiedzUsuńPóki co to swój na wykończeniu z rimmela zmieliłam i będę testować czy mi taka forma pudru odpowiada ;D Powiem ci, że początki miałam podobne uświniłam sobie spodnie i podłogę, teraz jest już lepiej jak trochę wprawy nabrałam ;)
OdpowiedzUsuńU mnie daje rade poki co ale zobaczymy na ile mi wystarczy ;)
OdpowiedzUsuńu mnie to również KWC
OdpowiedzUsuńNie słyszałam o nim ale co do pudrów transparentnych to Ben Nye jest moim no. 1 :)
OdpowiedzUsuńMuszę wykończyć swój puder i wtedy chcę zamówić właśnie z BU by przekonać się czy faktycznie takie cudo :) Pozdrawiam i zapraszam do siebie www.shellmua.blogspot.com
OdpowiedzUsuńSłyszałam o nim, ale na razie lubię puder Synergen z Rossmanna :)
OdpowiedzUsuńobił mi się o oczy i muszę powiedzieć, że zastanawiam się nad nim :)
OdpowiedzUsuńu mnie ten puder świetnie się sprawdza :)
OdpowiedzUsuń